Jooooooł! <3
Z tej okazji, że dzisiaj jest niedziela, moje siedzenie przy laptopie nie jest pilnowane. Oczywiście jest to wszystko ze sobą powiązane, ale zaraz opowiem, co i jak... Cofnijmy się może do wtorku? Mikołajki, wyczekiwany przeze mnie czas od października..! Niestety, humor popsuł się wtedy, kiedy okazało się, że dnia 6 grudnia 2011roku o godzinie 16:30 w sali nr 21 na piętrze, odbędzie się wywiadówka klasy 1C. O wszystkim było wiadomo juuż miesiąc wcześniej, powiedziałam rodzicom i byłam pewna, że będą pamiętać. Podekscytowana i zmęczona wspięłam się na kanapę w salonie, kiedy wróciłam ze szkoły<w mikolajki>. Na początku trochę wkurzona, sama nie wiem na co, a później odrabiałam lekcje. Przyszła ciocia, bo moja mama ma urodziny 6.12 <STOOO LAAT!>. No i tak się stało, że wszyscy zapomnieli o wywiadówce, nawet tato... Jaka awantura była w domu, jak tato wrócił z pracy i widział samochody na parkingu koło szkołi, OMG! -,-
No, ale w końcu jak to się stało, że mam szlaban za oceny, skoro rodziców nie było na zebraniu? Moja wychowawczyni rozdawała kartki z ocenami, na lekcji wychowawczej w piątek. Mogłabym wypisać tutaj swoje oceny, ale wątpię, że kogoś obchodziłoby to, więc zostawię to tak, jak jest. No ok, mam ograniczenie kompa i wgl była niezła awantura w piątek... No, ale przeżyłam i muszę i chcę się poprawić, by mieć "gwarancję" dobrej przyszłości. To na tyle jeżeli chodzi o mój szlabanik.
O co chodzi ze szpitalem i moją babcią? No więc tak... Nie będziemy się znowu cofać jeden dzień później po mikołajkach, czyli 7.12, bo byłoby to bez sensu, dlatego opiszę wszystko, tak, jak najlepiej potrafię, ale w skrócie, żeby nie przedłużać ;)
Byłam w szkole, miałam informatykę i brat zamęczał mnie sms'ami : "o której dzisiaj kończysz?" - myślałam, że jedzie z mamą na zakupy, więc na przerwie zadzwoniłam z fona koleżanki <bo na moim nie mam kasy>, tylko, że nikt nie odbierał. Nie przyszło mi nawet do głowy coo wtedy mogło się dziać! Wreszcie na biologii brat zadzwonił, nauczyciel wypuścił mnie, bo zamydliłam mu oczy jakąś tanią bajeczką. Okazało się, że babcia była u lekarza i została skierowana do szpitala... Miała jechać karetką, ale zawiózł ją mój wujek, który mieszka obok nas -> jakieś 5 km od kliniki. Zrobili jej badania itd, no i wyszło na to, że ma DŁAWICĘ SERCOWĄ. Wczoraj wczesnym rankiem miała operację. Dzisiaj czuje się już dobrze. Cieszyła się, że ją odwiedziłam wczoraj i dzisiaj... Bardzo ją kocham < i wiem, że to może żenujące tutaj tak pisać>, ale nie wyobrażam sobie teraz tego, żeby jej tu nie było ;*
Na koniec obrazek, żeby nie było tu tak szaro ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz